niedziela, 7 czerwca 2026

Dziesiąta Niedziela zwykła

Matthew 9:9-13

Posłuchaj całego czytania — MP3

Pierwsze czytanie

Hosea 6:3-6

Poznajmy Pana. Dążmy usilnie do poznania Pana. Jak niezawodnie wschodzi słońce, tak ukaże się Pan. Przyjdzie do nas jak deszcz, jak deszcz wiosenny, który nawadnia ziemię”. „Efraimie, cóż mam z tobą uczynić? Judo, cóż mam z tobą uczynić? Bo wasza miłość jest jak poranny obłok i jak rosa, która wcześnie znika. Dlatego rozsiekałem ich przez proroków, zabiłem ich słowami moich ust. Twoje sądy są jak błyskawica. Pragnę bowiem miłosierdzia, a nie ofiary, i poznania Boga bardziej niż całopalenia.

Psalm responsoryjny

Psalms 50:1,8,12-13,14-15

Mocarz, Bóg, Pan przemawia i wzywa ziemię od wschodu słońca aż po jego zachód. Nie karcę cię za twoje ofiary. Twoje całopalenia są nieustannie przede Mną. Gdybym łaknął, nie powiedziałbym tobie, bo Mój jest świat i wszystko, co go napełnia. Czyż będę spożywał mięso buhajów albo pił krew kozłów? Składaj Bogu ofiarę dziękczynienia. Wypełniaj swoje śluby wobec Najwyższego. Wzywaj Mnie w dniu utrapienia. Wybawię cię, a ty oddasz Mi cześć.”

Ewangelia

Matthew 9:9-13

Gdy Jezus przechodził stamtąd dalej, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w miejscu poboru podatków. I rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. A on wstał i poszedł za Nim. Kiedy zasiadł do stołu w domu, oto wielu celników i grzeszników przyszło i zasiadło razem z Jezusem oraz Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Czemu wasz nauczyciel jada z celnikami i grzesznikami?” Gdy Jezus to usłyszał, powiedział im: „Nie potrzebują lekarza ci, którzy są zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie więc i nauczcie się, co znaczą słowa: «Miłosierdzia pragnę, a nie ofiary», bo nie przyszedłem wezwać sprawiedliwych, lecz grzeszników do nawrócenia”.

Lectio

Jest coś przejmującego w obrazie, który Ozeasz kładzie przed nami: nasza miłość do Boga bywa jak poranny obłok, jak rosa, która znika, zanim słońce wzejdzie w pełni. Nie chodzi tu o jawną zdradę, lecz o ten cichy, codzienny zanik gorliwości — o serce, które jeszcze rano płonęło, a w południe już ostygło. Bóg nie żąda od nas dramatycznych ofiar ani spektakularnych całopaleń. Pragnie czegoś trudniejszego i delikatniejszego zarazem: trwałego poznania, wierności, która nie wyparowuje przy pierwszym podmuchu trudności.

I właśnie dlatego Jezus zasiada do stołu z celnikami i grzesznikami. Faryzeusze złożyli wszystkie należne ofiary, dopełnili wszystkich obrzędów — a jednak ich serca pozostały zamknięte na miłosierdzie. Mateusz natomiast siedział przy stole poborcy podatków, uwikłany w grzech, pogardzany — i to on usłyszał wezwanie. Bóg nie szuka tych, którzy mają już wszystko poukładane, lecz tych, którzy wiedzą, że są chorzy i potrzebują lekarza. Poznanie Boga, do którego wzywa nas Ozeasz, zaczyna się nie od naszej doskonałości, ale od pokornego przyznania, jak bardzo Go potrzebujemy.

W tym spotkaniu odsłania się serce Ewangelii: miłosierdzie idzie tam, gdzie jest rana. Pytanie nie brzmi, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, by Bóg do nas przyszedł — bo On przychodzi jak wiosenny deszcz na spękaną ziemię. Pytanie brzmi raczej, czy pozwolimy Mu wejść do naszego domu, usiąść przy naszym stole, dotknąć tego, co w nas najbardziej wstydliwe i połamane.

Gdzie w twoim życiu twoja miłość do Boga stała się ostatnio jak rosa, która znika o poranku — w której relacji, w którym zaniedbanym zobowiązaniu czy w której modlitwie odłożonej na potem ostygła twoja gorliwość?

Czy potrafisz dziś wskazać konkretną osobę, którą — jak faryzeusze celników — w sercu uznałeś za niegodną Bożego stołu, i czy jesteś gotów usiąść obok niej zamiast osądzać ją z boku?

Święty dnia

Św. Robert

Ora czyta to na głos każdego ranka, za darmo. Ora